Stało się! Od trzech miesięcy jestem potrójną mamą :) Nasz mały Tygrysek przyszedł na świat w pewne słoneczne grudniowe popołudnie i przewrócił nasz w miarę uporządkowany świat do góry nogami :)
W dzisiejszym poście postanowiłam podzielić się z Wami moimi wyprawkowymi hitami z działu tekstylnego, które towarzyszą nam od kilku miesięcy (a nawet od kilku lat, biorąc pod uwagę wyprawki moich starszych dzieci). Osobiście jestem zachwycona tymi wszystkimi różkami, otulaczami i kokonami i mam wrażenie, że "z ciąży na ciążę" pojawiają się coraz ładniejsze wzory.
Jeśli jesteście ciekawi na jakie tekstylia się zdecydowałam, zapraszam na wpis.
Rożki i kokony
Rożki to dla mnie zdecydowany numer 1. Koniecznie z usztywnieniem i z miękkiego, przyjemnego materiału. Nie wszystkie mamy używają rożków, ale ja mam cztery sztuki, które są w ciągłym obiegu (choć teraz coraz rzadziej - nasz Młodzieniec rośnie jak na drożdżach, więc w rożki najzwyczajniej w świecie już się nie mieści).
Jeśli chodzi o kokon niemowlęcy, to nie uważam, żeby był dla mnie "must have", ale jest to wygodna sprawa, jeśli chcę ułożyć dziecko w bezpiecznym miejscu. Mam jedną sztukę, po Średniaku :)
Otulacz bambusowy, kocyk bambusowy, komplet do wózka
Otulacz i kocyk bambusowy to dla mnie nowości - przy starszych Synkach otulaczy nie stosowałam, ponieważ nie były jeszcze tak powszechnie reklamowane i dostępne. Jeśli chodzi o kocyki to sięgałam głównie po te z tkaniny minky (notabene też polecam, są miękkie i przyjemne). Tym razem zaszalalam i kupiłam otulacz w piękne wzory paproci i taki sam wzór kompletu do wózka (kocyk plus płaska poduszka, której będę używać w nieco późniejszym czasie). Kupiłam także śliczny, beżowy kocyk bambusowy, którym sama chętnie się otulam :)
Pieluchy tetrowe, flanelowe i muślinowe oraz ręczniki "z kapturkiem"
Pieluch nigdy za wiele! Przydają się przy karmieniu, otulaniu i "zabezpieczaniu" wszystkiego co tylko się da, np. przed ulewaniem. Towarzyszą nam w kąpieli i podczas wizyt u lekarza. Posiadam około dziesięciu tetrowych, tyle samo flanelowych i trzy super miękkie muślinowe.
Jeśli chodzi o ręczniki "z kapturkiem" to pod tym względem nie zaszalalam - mam trzy sztuki po starszych dzieciach, które nam w zupełności wystarczają.
Jak widzicie - nie zaszalalam :) Stawiam raczej na walory praktyczne, staram się kupować rzeczy które wykorzystam w 100 procentach, dlatego tym razem nasza wyprawka tekstylna jest mocno przemyślana. A jak jest u Was, drogie Mamy? Lubicie popłynąć z zakupowym prądem czy kupujecie dla Waszych pociech rzeczy bardzo praktyczne? Napiszcie w komentarzach :)
Buziaki :)

